Gość gość. nie przeszkadzałoby mi to bo dziecko nie jest niczemu winne, lubię dzieci i chętnie bym się takim zajmowała. Myślę że jeśli chodzi o relacje z byłą żoną to mądry facet
Ja, ale on nie byl rozwodnikiem tylko mial dzieci z poprzedniego związku, ja rowniez mialam blizniaki Jestesmy malzenstwem juz sporo lat :) Udostępnij ten post Link to postu
Tak jak w temacie. Mój partner jest 5 lat po rozwodzie. Miał ślub kościelny. Z małżeństwa dzieci. Chcemy się pobrać w urzędzie stanu cywilnego. Jestem bezdzietną panną. Dodam, że
Też jestem z rozwodnikiem, nie mieli dzieci. Każde z nich ułożyło sobie życie, my jesteśmy 10 lat po ślubie, mamy trzech synów. I nigdy nie odczulam w jego rodzinie, że coś jest nie tak.
. !!NOWY POST!! Czy da się stworzyć udany związek z rozwodnikiem? Czy wejście w relacje z osobą rozwiedzioną z góry jest skazane na porażkę i czy taki związek w ogóle może byś szczęśliwy? W społeczeństwie pokutuje przekonanie (szczególnie wśród osób starszych), że osoba rozwiedziona („drugi sort” lub „z odzysku”), to najgorszy możliwy wybór i skutecznie stara się zniechęcić każdego, kto choćby rozważa taką relację. Czy faktycznie tak jest? A może strach ma wielkie oczy? Jak wiecie nie jestem zwolenniczką wrzucania wszystkich do jednego worka. To, że ktoś jest rozwiedziony, jego małżeństwo się rozpadło, coś poszło nie tak, nie jest żadnym wyznacznikiem jego „kompetencji” jako partnera. Pokazuje tylko, że relacja z tą konkretną osobą z jakiegoś powodu się zakończyła. Oczywiście powody są istotne, ale nie muszą odnosić się do każdej kolejnej potencjalnej osoby, z którą chciałby się związać. Każda relacja to nowa, czysta karta… Pewnie wydarzenia zmieniają również samych zainteresowanych. Jeśli wyciągamy wnioski z tego co nas spotyka, odrabiamy lekcje, uczymy się na błędach, możemy po traumie jaką bywa rozwód, stać się wręcz partnerem idealnym. Oczywiście czynnikiem wpływającym na to co jest po rozwodzie i jak nasz ex związek wpływa na kolejny, są okoliczności takie jak wspólny majątek, dzieci, sprawy, które nadal nas łączą i łączyć będą… To czy potrafimy być ponadto, chcemy i umiemy się dogadać, czy przepracowaliśmy to co się wydarzyło. Do tego oczywiście potrzeba dobrej chęci, woli zawalczenia oraz pokory zarówno z naszej strony, jak i ze strony ex partnera i nowej osoby, która pojawia się w naszym życiu. Przed każdą z nich, jest do wykonania pewna praca. Nie jest to jednak rzecz niewykonalna, co pokazuje bardzo wiele choćby Waszych historii, które każdego dnia czytam… Odnosząc się choćby do mnie samej, chciałabym podkreślić, że mimo iż rozpad małżeństw jest ciężki i ja sama traktuje go jako porażkę, z perspektywy czasu stwierdzam, że była to dla mnie szalenie cenna i potrzebna lekcja. Wiele się dzięki niej nauczyłam, dowiedziałam o sobie i samej instytucji małżeństwa. To wydarzenie zmieniło mnie i zrewidowało moje spojrzenie na partnerstwo oraz bycie z drugą osobą. Dzięki tej sytuacji poznałam lepiej siebie, swoje potrzeby oraz jasno określiłam sobie czego w związku, oraz partnerze szukam. Wiedziałam już też co sama mogę mu zaoferować. Przepracowanie całej tej sytuacji plus spora doza pokory, pozwoliły mi ostatecznie stworzyć związek o jakim zawsze marzyłam, oparty na solidnych i bardzo istotnych fundamentach: przyjaźni, szczerości i miłości. Dzięki temu mój stan cywilny nie był dla mojego, obecnego już męża, istotny. Ważni byliśmy my i to, co nas łączy. Zarówno jego przeszłość, jak i moja, były kwestią drugoplanową. Chciałabym też podkreślić, że niezależnie od tego czy jest się panną/kawalerem, czy rozwódką/rozwodnikiem, w pewnym wieku każdy z nas ma już jakiegoś rodzaju bagaż i doświadczenia, które czy tego chcemy, czy nie, będą na nas rzutowały. Ostatecznie jednak liczy się to, jakimi jesteśmy ludźmi i co czujemy do tej drugiej osoby. Nikt nie twierdzi, że będzie łatwo, ale z drugiej strony… Żaden związek na początku, nie daje nam absolutnie żadnej gwarancji sukcesu. Nie gwarantuje jej ani wiek, ani pochodzenie, doświadczenia przy przejścia- ostatecznie wszystko i tak jest w rękach naszych i drugiej strony. Wpływ ma uczucie, chęć, praca i szczerość.
Dołączył: 2011-08-21 Miasto: Łódź Liczba postów: 3361 6 lipca 2012, 16:11 Witam :) Będzie to pytanie raczej do osób wierzących, bowiem chodzi o ślub kościelny. Chciałabym zapytać Was co sądzicie o związku z rozwodnikiem/ rozwódką ? Wiadomo, że w Kościele rozwodu raczej nie ma. A dla kogoś kto jest wierzący dużą wagę powinien mieć ślub kościelny. Z drugiej strony, jeżeli zakochamy się akurat w kimś, kto taki ślub już wziął, a później się "rozwiódł", to powinniśmy o nim zapomnieć i przekreślić wszystko ze względu na to, że nigdy nie weźmiemy z nim ślubu w kościele ? Czy być z nim wbrew zakazom Kościoła, w który wierzymy ?Jestem ciekawa Waszego zdania na ten temat :) Piszcie co o tym myślicie :) Smerfeta87 6 lipca 2012, 16:18 To można żyć "na kocią łapę" wg. kościoła? Dołączył: 2011-10-01 Miasto: Liczba postów: 2075 6 lipca 2012, 16:28 Jeśli i Ciebie zostawi po jakimś czasie? Będziesz bez męża i bez Boga. Co najwyżej będzie bez męża. Boga w to nie mieszaj :) Dołączył: 2011-08-21 Miasto: Łódź Liczba postów: 3361 6 lipca 2012, 16:28 Smerfeta87 napisał(a):To można żyć "na kocią łapę" wg. kościoła? Chodzi o to, że wg Kościoła takie życie, to życie na kocią łapę, a nie że można żyć na kocią łapę ;) Dołączył: 2011-08-21 Miasto: Łódź Liczba postów: 3361 6 lipca 2012, 16:29 slenderin napisał(a):Moja mama związała sie z rozwodnikiem - to automatycznie grzech, bo ślub cywilny wg kościoła katolickiego to nie ślub. WIęc żyją tak jakby "na kocią łapę" wg KK. Jeśli jesteś wierząca to moze Ci to przeszkadzać, bo z tego się wyspowiadać nie da i nie będziesz mogła przystępować do sakramentów do końca życia. Jeśli uważasz że dla tego człowieka mozesz zrezygnować z wiary i jesteś na to gotowa - droga też bym pomyślała dlaczego ten człowiek się rozwiódł. Jeśli i Ciebie zostawi po jakimś czasie? Będziesz bez męża i bez nie chodzi konkretnie o mnie ;) Już kiedyś się nad tym zastanawiałam, aż postanowiłam, że tu zapytam :) Dołączył: 2010-12-02 Miasto: Warszawa Liczba postów: 1230 6 lipca 2012, 16:29 slenderin napisał(a):Moja mama związała sie z rozwodnikiem - to automatycznie grzech, bo ślub cywilny wg kościoła katolickiego to nie ślub. WIęc żyją tak jakby "na kocią łapę" wg KK. Jeśli jesteś wierząca to moze Ci to przeszkadzać, bo z tego się wyspowiadać nie da i nie będziesz mogła przystępować do sakramentów do końca życia. Jeśli uważasz że dla tego człowieka mozesz zrezygnować z wiary i jesteś na to gotowa - droga też bym pomyślała dlaczego ten człowiek się rozwiódł. Jeśli i Ciebie zostawi po jakimś czasie? Będziesz bez męża i bez to ktoś zostawił jego ? To, że ktoś jest rozwiedziony nie oznacza, że coś jest z tą osobą nie tak, ludzie się rozstają. Dla mnie to świadczy lepiej niż o osobie, która żyję w toksycznym związku, bo ślub, bo dzieci, bo coś tam i udaje, że to jest miłość. beatrx Dołączył: 2010-11-17 Miasto: Warszawa Liczba postów: 16160 6 lipca 2012, 16:30 jeśli jesteś katolikiem to nie będziesz żyła z taką osobą. a jeśli wiarę traktujesz jedynie jako tradycję na święta i białą suknię do ślubu to bez problemu wejdziesz w taki związek. Smerfeta87 6 lipca 2012, 16:32 bycszczuplaa napisał(a):Smerfeta87 napisał(a):To można żyć "na kocią łapę" wg. kościoła? Chodzi o to, że wg Kościoła takie życie, to życie na kocią łapę, a nie że można żyć na kocią łapę ;)No ale takie życie to też grzech zapewne.... bo nie wierzę, że nie uprawiają seksu. Jak jeszcze chodziłam do szkoły i uczęszczałam na lekcję religii to ksiądz powiedział, że nawet pocałunek wywołujący podniecenie to grzech...Jak dla mnie Kościół jest chory... Księża nauczają o różnych rzeczach np. o życiu w rodzinie a (teoretycznie) nie ma o tym zielonego pojęcia... bo jak wygląda to w praktyce to każdy wie... Niejeden ma na boku jakąś babę... Chore to wszystko, Dołączył: 2011-08-21 Miasto: Łódź Liczba postów: 3361 6 lipca 2012, 16:32 beatrx napisał(a):jeśli jesteś katolikiem to nie będziesz żyła z taką osobą. a jeśli wiarę traktujesz jedynie jako tradycję na święta i białą suknię do ślubu to bez problemu wejdziesz w taki tu nie chodzi konkretnie o mnie :) Po prostu zastanawiam się nad tym . I wydaje mi się, że nie jest to takie proste jak opisałaś. Przecież musi być gdzieś miejsce na uczucie, na miłość...Nie wiem, czy tak łatwo z tego zrezygnować... Dołączył: 2011-08-21 Miasto: Łódź Liczba postów: 3361 6 lipca 2012, 16:34 napisał(a):To, że ktoś jest rozwiedziony nie oznacza, że coś jest z tą osobą nie tak, ludzie się rozstają. . Też tak myślę, i też stąd moje pytanie. Bo przecież cz można odbierać takiej osobie prawo do szczęścia z inną osobą ?
„Coś musi z nim być nie tak!”, „Skończysz jak jego pierwsza żona!”, „Chcesz niańczyć cudze dzieci?” – repertuar reakcji na informację, że facet, z którym się spotykasz, był już żonaty, jest bardzo szeroki. Rzadko, o ile nie nigdy, usłyszysz życzliwe słowo i poparcie dla Twojej uczuciowej decyzji. Czy faktycznie związek z rozwodnikiem powinien budzić obawy? A jeśli tak, to jakie? Fot. Uzasadnione obawy czy uprzedzenia? Większość kobiet szukających miłości od razu skreśla rozwodników z listy potencjalnych kandydatów. Z jednej strony chcą być „tą pierwszą”, z drugiej – boją się, że podzielą los poprzedniej żony. Nie chcą się z nią porównywać, obawiają się zazdrości i tego, czy ułożą sobie relacje z dziećmi partnera z poprzedniego związku. Upatrywanie głównego problemu w porównywaniu siebie do poprzedniej partnerki jest zwykle na wyrost. W końcu często się zdarza, że nawet jeśli facet nie był żonaty, to miał za sobą wieloletnie poważne związki. Ważne jest jednak, by wiedzieć, jakie były przyczyny rozwodu, na jakim etapie rozstania jest partner i jak wyglądają jego relacje z dziećmi i byłą żoną. Związek z rozwodnikiem – seria wyzwań Jeśli partnera już od lat nie łączy nic z byłą żoną (emocjonalnie, ekonomicznie, rodzinnie), fakt, że on jest rozwodnikiem, nie powinien negatywnie rzutować, a niekiedy nawet pozytywnie wpływa na podejście mężczyzny do relacji. Fot. Jednak związek z rozwodnikiem często niesie ze sobą bagaż wyzwań. Jeśli Twój partner został skrzywdzony i stracił zaufanie przez poprzednie doświadczenia, będziesz musiała wykazać się cierpliwością. Ponadto, musisz szanować jego relacje z dziećmi (jeśli je ma) i przestrzegać pewnych zasad, by wszyscy czuli się w tym układzie jak najlepiej – łącznie z Tobą. Facet z odzysku – porady dla „tej drugiej” Nie musisz przekreślać rozwodnika, ale nie przyspieszaj sztucznie waszej relacji. Daj jemu i sobie czas – dzięki temu lepiej poznasz jego życie, zrozumiesz, czy oboje chcecie tego samego i czy on faktycznie uporał się z poprzednią relacją i ma uporządkowane sprawy. Jeśli już zdecydujecie się na poważny związek, musisz uszanować to, że jeśli Twój partner ma dzieci z poprzedniego związku, na zawsze będzie jakoś związany z pierwszą żoną. Nie karm w sobie zazdrości o nią, nie mów o niej źle i nie próbuj być lepszą matką dla jej dzieci. Respektowanie ról i granic jest kluczowe w tym układzie.
Witam. Do niedawna spotykałam się z mężczyzną, który się rozwodzi. Trwało to ok. miesiąca i bardzo się do siebie zbliżyliśmy, wspieraliśmy i było nam razem dobrze. Wcześniej sporo pisaliśmy ze sobą. On nie jest z żoną już ponad 2 lata. W lutym czeka go rozprawa. Mają 7-letnie dziecko. Przy mnie częściej się uśmiechał, widziałam, że odzyskiwał radość życia. Po 3 tygodniach spotkań wycofał się. Powiedział, że dopadła go przeszłość i że zaczął układać sobie życie, choć jego sprawa, jak sama to określiłam, wciąż jest otwarta. Nie poprosił jednak o przerwę. Powiedział, że mamy być dobrej myśli, ale jako że on nic nie obiecuje, nie obiecuje też, że za kilka miesięcy do mnie wróci. Wiem, że jest wspaniałym, wartościowym mężczyzną. Powiedział, że postanowił, że nie będzie nikogo obarczał swoimi problemami. Jest mi przykro, ponieważ czułam, że było mu przy mnie dobrze. Powiedział, że chodzi o uczucia, ale nie o jego, ani jego żony. Wiem, że nie byłam przygodą, bo powiedział o mnie swojej mamie. Wiem też, że ktoś z nim rozmawiał, coś się wydarzyło. Jednak on postawił mnie przed faktem dokonanym - uznał, że jest mu bardzo przykro, ale teraz nie może podjąć innej decyzji. Wspomniał też, że jest to rezultat tego, że sprawy, które powinny być zamknięte dawno temu, pozostawały długo nierozwiązane. Prosił, bym żyła własnym życiem. On jest bardzo czułym, mądrym mężczyzną. Myślę, że nie podjąłby tej decyzji pochopnie. W głębi duszy mam nadzieję, że chciałby być szczęśliwy przy mnie. Z drugiej, rozumiem go - być może potrzebuje teraz, podczas rozwodu, być sam i do końca pozamykać swoje sprawy. Wspomniał też kiedyś, że bardzo chciałby tak po prostu iść ze mną na zakupy lub na koncert, ale nie możemy (z oczywistej przyczyny - nie było to dla mnie problemem na tym etapie). Zawiódł mnie jednak trochę rezygnując i nie podając jasnego powodu. Boję się, że gdy będzie chciał wrócić, ja będę na niego zamknięta, nie będę umiała znów mu zaufać. Jednocześnie, wiem, że być może ma potrzebę być teraz sam i powinnam to uszanować - w końcu to rozwód. Niby jest to koniec, jednak zastanawiam się, czy na pewno - to pokaże czas. Nie chciałabym przekreślać wartościowego człowieka tylko dlatego, że ma teraz trudną sytuację w życiu. W końcu zamyka bardzo ważny rozdział. Czeka go także podział majątku, co przysparza dodatkowego stresu. Jego relacje z dzieckiem są kiepskie, choć bardzo się stara. Chciałabym zapytać głównie ekspertów, co myślą o tej sytuacji i o tym, jak on sam może się w tym wszystkim czuć. Czy naprawdę mam go przekreślić i uznać tę sprawę za zamkniętą? Czy spokojnie czekać i pozwolić mu poukładać jego sprawy?
związek z rozwodnikiem bez dzieci